Gdybym była choć o ciupinę mądrzejsza może zwróciłabym uwagę na godziny urzędowania wydziału konsularnego Chin w Gdańsku. Ale nie jestem. Musiałam otworzyć przewodnik dwa dni temu i dostać szału gdzieś przy piątej stronie tekstu.
The first week of October can be hellish if you're on the road - The National Holiday.
Tak, tak. Świętują jeden dzień przez cały tydzień. Na stronie konsulatu mogłam się tego dowiedzieć miesiąc temu i może inaczej zaplanować termin wyjazdu. Ale tego nie zrobiłam. Cóż. Będziemy doświadczać tłoku chińskiego do sześcianu, chociaż czytałam że trudno wyobrazić sobie nawet ten zwykły bez potęgi. I będziemy spać w najdroższych hotelach, bo wszystkie pozostałe będą już zajęte. I więcej będziemy płacić za wszystko, bo przecież święto. I w kolejkach po horyzont stać żeby gdziekolwiek wejść, a biorąc pod uwagę Chińczyków i ich kolejkowość nie wejdziemy nigdzie. Ale może chociaż polecimy pierwszym lotem, bo przecież wszyscy poza nami wiedzieli żeby omijać Chiny na początku października. I tym optymistycznym akcentem zakończę wątek radosny.
Wczoraj z Anusią szukałyśmy butów i kurtki. Anusia kupiła spodnie na trekking w Nepalu. Ja kupiłam dwa notesy i lampion. Jeszcze nie zdecydowałam co ochroni mnie przed deszczem a w czym będę chodzić.
No comments:
Post a Comment