Monday, September 5, 2011

Wyświechtane i banalne "życie to sztuka kompromisów" towarzyszy mi od kilku dni. Plan pierwszy był taki że Pekin oraz mur a potem jedna prowincja śmielej. Padło na Yunnan. Ale po analizie kosztów oraz czasu przemieszczania się w tę i z powrotem a także kilku rzeczy po drodze plan pobladł i zaczął mizernie wyglądać.
Plan drugi zakłada podróż Pekin-mur-Pingyao-Chengdu (panda!)-Guilin-Szanghaj (jako miejsce wylotu, a nie cel podróży). W okolicy Guilin rzeka Li oraz tarasy ryżowe.
Koszt transportu według planu pierwszego dla dwóch osób to około cztery tysiące złotych. Najdroższy w tym jest przelot Pekin-Kunming. Pociąg odrzuciłam ze względu na jedynie czterdziestosześciogodzinną podróż w jedną stronę. Koszt opcji drugiej to niespełna połowa mniej. Tak przynajmniej wynika z szacunku na podstawie stron internetowych z tabelą kolei chińskich. Wiem że nie damy radę zobaczyć choćby dwudziestu procent tego co byśmy chcieli, więc "życie to sztuka wyboru" ;)
Zdjęcie do wizy mam w czerwonym sweterku. Chciałam sobie zrobić na czubku głowy ósemkę z włosów, ale myślę że i bez tego mnie wpuszczą.
Przeglądam Mandarin phrasebook LonelyPlanet i dukam. Niezmiennie w głowie układam kolejną podróż, chociaż nie mam jeszcze żadnych wrażeń z pierwszej.

No comments:

Post a Comment