Thursday, September 8, 2011

Dzień szczepień za nami. Nie było tak gładko i prosto jak obiecywała pani tamtejsza uprzednio przez telefon, ale nie żeby zaraz coś było nie tak.
Byliśmy na miejscu o ósmej. Najpierw trzeba iść się zarejestrować (piętro -0,5) i otrzymać karteczki do lekarza. Potem trzeba poczekać na lekarza (piętro +0,5). Lekarz mówi, że nie trzeba się szczepić ale skoro chcecie to macie. Robi mały wywiad środowiskowy, osłuchuje, świeci latarką w gardło, podpisuje kartki. Potem z podpisanymi kartkami idzie się do kasy. W kasie nie ma płatności kartą, najbliższy bankomat około 150m od Centrum - na wprost wejścia głównego zejść trzeba prostopadłą do Powstania Styczniowego ulicą w dół. I z powrotem. Z kasy do gabinetu zabiegowego. W zabiegowym miła pani robi najdelikatniejsze zastrzyki na świecie. Nie chroni to przed osunięciem się po ścianie co zaliczyłam niejako, ale pani robi pik prima sort.
Koszt szczepienia przypominającego WZW B oraz szczepionki na tężec, błonnicę, polio i dur brzuszny to 356zł od osoby.
Buty podobno są. Pan widział je na zestawieniu dostawy. Jutro spróbuję zobaczyć je coś więcej niż na papierze.
Krzysiek przejął przewodnik do końca tygodnia. Ja uderzam w phrasebook.
Sprawdziłam obłożenie samolotu. Wygląda przyzwoicie.

2 comments:

  1. Na tych szczepieniach są dobre dialogi:
    -miał Pan dur?
    -tak, już był.
    -a tężec i błonnicę?
    -jeszcze nie zdążyłem
    -to zrobimy.

    ReplyDelete
  2. mnie zaskoczyła pośrednio obecność w poczekalni kolegów z pracy.. nie miałam odwagi spytać czy profilaktyka czy leczenie ich przywiodło ;)
    a najbardziej podobało mi się jak pan dochtor pokazywał pasożyty jakie możemy sobie przywieźć ;)

    ReplyDelete