Dzien dziesiaty za nami. Jest wieczor, siedzimy w pidzamach i rozmawiamy o cudach Chin z brytyjczykiem.
W skrocie tylko napisze, ze szkola Tai Chi w ktorej mielismy rezerwacje nie istnieje. Nie slyszeli o niej ani taksowkarze ani nikt z mijanych. Poszlismy na policje. Obiecali podwozke, ale nie mieli czym. Poszlismy piszo z karteczka od policjanta. Las, nietoperze i te sprawy. Doszlismy do wsi w ktorej sa trzy szkoly tai-chi ale zadna z nich nie jest ta "nasza". Jacys ludzie zaczepili nas blakajach sie w ciemnosci i przygarneli pod swoj dach. Jest ok, niech sie Mama i Tata nie martwi :) Jutro tez znajdziemy miejsce do spania a jak nie to maja tu 24h macdonaldy :) Okolica jest piekna! Gory, ktore poznana w samolocie pani chinka z Kalifornii nazwala "grzybowymi". Jest zielono i widac niebo!
No comments:
Post a Comment