Tuesday, November 15, 2011

dzień 2

Za nami sztandarowe atrakcje Beijing. Mauzoleum Mao (jeej!), pomnik bohaterow narodowych, plac Tian'an men, Zakazane miasto oraz park Jingshan. Troche jeszcze zostalo. Jutro w planie 12h wycieczka na Mur.

Reklamy w Beijing sa. W miejscach ohydnej komerchy na przyklad. Torebki szanel ani jednej nie widzialam. Rowerow raptem kilkanascie tysiecy moze. Nie wiem skad plotka o dziewieciu milionach.

Niedlugo swieto narodowe. Strategiczne miejsca oblepiane sa klombami kwiatow. Ale nie nie, nie sadza, tylko ladnie w doniczkach ukladaja jedna przy drugiej. Po 1 pazdziernika pewnie zgarna wszystko spowrotem i znow bedzie betonowo.

Piesi sa nielubiani na ulicy. Zielone swiatlo oznacza ze samochody byc moze zwolnia, ale na przejsciu dla pieszych to pieszy musi ustapic pierwszenstwa. Trudne doswiadczenie tydzien po powrocie z Luksemburga ;)

Trafilismy na lokalny ryneczek, targ, cokolwiek. Jeszcze ruchawe skorpiony na patykach, jakies robale, gasienice, osmiornice i flaki niewiadomo z czego. Male ptaszki w calosci z dziobami upieczone tez. Kosci nie wiadomo jakich zwierzat, z resztkami miesa, pyszota. A na to zamiast zasmazki owoce w karmelu na kazdym kroku. Jakos nie probowalismy, nie wiem czemu.

Dzieci sa tu smieszne. Maja fryzury wygolone w ksztalcie serca na przyklad, a najpopularniejsza zabawka jest plastikowy czolgajacy sie zolnierz strzelajacy swiatlem czerwonej diody. Calkiem sporo chodzi z flaga narodowa w reku.

Nikt tu nie chodzi w sandalach a jest z 27 stopni w cieniu. Zakazane? Sa natomiast ciezkie kozaki i skorzane kurtki.

Poza tym wszystko jest takie.. no nie wiem.. chinskie?

No comments:

Post a Comment