Tuesday, November 15, 2011

dzień 4

Jestesmy nadal w Beijing. Jakos trudno stad wyjechac nam, bo jest fajnie ;) Na chwile obecna wiemy ze odpuszczamy Chengdu (pandziowisko) bo poruszanie sie w tym czasie jest masakratorskie (swieto narodowe) a wolimy okolice Guilin.

Dzis w planie Summer Palace oraz Centrum Olimpijskie (Krzychu chce), moze Temple of Heaven. Jesli nie dzis to jutro. Pojutrze ruszamy do Pingyao.

Jestesmy znow w innym hostelu. Chinese Box nazywa sie i wiem ze niektorzy Czytacze bardzo by sie tu odnalezli. Na stale mieszkaja tu Niu're, Huggie, Pirate, Snowball, Melon, HuTong, Babysitter oraz Xiaobao zawany E.T., czyli koty. Sa pieszczochami i lelochami. Jeden pozbadl juz Krzyska i kiedy to pisze drzemaja obaja na sofie obok w czulym uscisku.

Wlasnie sie okazalo ze ow przytulak to E.T. Nikt go tu nie chce przytulac bo jest rzekomo najbrzydszy. Nieprawda.

Z informacji praktycznych. Poruszanie sie autobusem  po miescie kosztuje 1 yuana. Tyle ze trzeba miec drobne bo kierowca nie wydaje reszty. Rikszarze oklamuja mowiac "three yuan only" a pokazuja faktycznie trzysta. Nie ze sie nacielismy, jestemy zwyczajnie odporni na nagabywanie ;) Dzis sprobujemy poruszac sie metrem i relacje z tej atrakcji przekaze w nastepnym odcinku. 

update:
Metro w Beijing dla kazdego kto widzi jest bula z maslem (odnosnie buly z maslem i serem to snia mi sie juz po nocach). Jest swietnie zorganizowane nie tylko pod wzgledem oglaszania jaki to przystanek w trakcie jazdy, ale takze oznaczen na samych stacjach. Dodatkowo na kazdym peronie tuz nad torami (ktore sa oddzielone od peronu szklanymi drzwiami (zero szans dla samobojcow) jest schemat danej linii, kierunek w ktorym sie pojedzie i gdzie na co mozna sie przesiasc. To samo w wagonach, oznaczone diodami - na czerwono trasa przebyta, na niebiesko trasa do przebycia. Kazda linia ma swoj kolor. Do miejsca gdzie teraz mieszkamy dojezdza szmaragdowy ;) Koszt przejazdu to 2 yuany. "Bilet" wazny tak dlugo dopoki nie wychodzisz na powierzchnie. Wczoraj za zetke pojechalismy do Summer Palace a stamtad za nastepna zetke do Centrum Olimpijskiego.

Centrum Olimpijskie na zdjeciach. Co wiecej? Rdzewieje juz. I ciekawie tez wyglada moment sprzatania. Jedzie cysterna, leje wielki strumien wody, a za nia grupa malych chinczykow z drapaczkami usuwa brud z plyt chodnikowych. Tutaj wielki swiat, ciekawa konstrukcja, podswietlenie noca (doczekalismy), a tuz obok chudziny w lachmanach z plastikowymi drapaczkami.

W centrum olimpijskim zaczepil nas wczoraj duzy pan, na pierwszy sluch brytyjczyk. Okazal sie szkotem. Byl ze swoja urocza chinka na wakacjach u jej rodziny. Pogadalismy o starych czasach ;)

Palac Letni. W zasadzie jesli oglada sie najpierw Zakazane Miasto a potem Palac Letni to dochodzi sie do wniosku ze Zakazane Miasto bylo zbedne. Bo nagle okazuje sie ze z calej tej wspanialosci pozostaly jedynie fasady. 90% pawilonow jest pusta, albo zamknieta. Architektonicznie/stylistycznie nie dostrzeglam roznicy, tyle ze Palac Letni jest ladniej polozony bo nad sporym jeziorem. Plynelismy przez jezioro mala lodka typu "dragon" z wycieczka chinska (tubylcy zwiedzaja na potege) i wzbudzalismy zainteresowanie jak wszedzie. Niby ukradkiem, niby przypadkiem, od niechcenia spojrzenia. Na przeciwko Krzyska siedzial starszy pan i cos do niego mowil, ale w calym tym gwarze Krzysiek w ogole tego nie zauwazyl. Nie zrazilo to dziadunia i na sam koniec, wybitnie rozbawiony swoja opowiescia, powiedzial "ooo, paaardooon!", ponownie rozesmial sie w glos i wysiedlismy z lodki.

Wracajac wieczorem ze stacji metra widzielismy "zajecia na swiezym powietrzu". Grupa chinczykow wykonuje uklad taneczny do jakiejs strasznej muzycznej sieczki. Tuz przy stacji metra, bo to wiekszy taki pusty plac w okolicy.

Mieszkamy w dzielnicy czesci zamiennych. Jak wychodzi sie z "naszego" hutong to po horyzont ciagna sie sklepiki ze srubkami, kabelkami i drucikami. A napaciane tego. Michal by sie tu odnalazl bardzo ;)

No comments:

Post a Comment