Swieto narodowe Chin. National Day of China. Jeden dzien swietowany przez tydzien. W kazdym przewodniku przestroga: "jesli nie musisz nie podrozuj do lub po Chinach w tym czasie". Pfff... ;)
Doswiadczylismy co prawda tlumu, scisku i tloku, ale zeby od razu jakos tragicznie to nie. Rano dopiero czwarty autobus byl w stanie zmiescic jeszcze kogokolwiek, ale w koncu sie zabralismy.
Na stacji kolejowej gdzie musielismy przesiasc sie na inny autobus nie bylo najlatwiej w ogole sie przemieszczac bez stratowania, ale tez dalismy rade. Relatywnie wieksi jestesmy ;)
Ogladalismy dzis Armie Terakotowa. Dobrze isc w kolejnosci 3, 2, 1 pawilon, zeby najlepsze zostawic sobie na koniec. W pawilonie trzecim przydaje sie jasny obiektyw. Wstep 110y. Warto.
Zeby sie tam dostac trzeba dojechac do stacji kolejowej. Z samego centrum, czyli okolice Bell Tower, np. autobusem 603, do konca. Ze stacji kolejowej odjezdzaja male zielone autobusy z napisem po bokach Xi'an -->> Terracota Warriors (koszt dzis 10y), lub autobus 306(koszt dzis 9y).
W ciagu pierwszych dwunastu godzin pobytu w Xi'an zaliczylismy Subway trzy razy, z czego pierwsze dwa razy w odstepie godziny. I jeszcze bataty na ulicy, z nostalgii za ziemniakami.
Oboje mamy chore gadla. Efekt podrozy autobusem z klimatyzacja w swietnym stanie.
Na kolacje wybralismy sie do dzielnicy muzulmanskiej. Pomijajac konieczny atak slepoty na warunki sanitarne, jedzenie przygotowywano na naszych oczach. Krzysiek wciagnal czterdziesci kebabow, a ja zupe z chleba. Dobrze poczuc inny zapach i smak niz kluski. Bardzo dobrze.
Jutro rano opuszczamy Xi'an. Lecimy do Guilin. Nie zostajemy w miescie tylko od razu na wies do Yangshuo. Z racji swieta miejsc w hostelach praktycznie nie ma wiec zarezerwowalismy dwa noclegi w szkole Tai Chi. Zlokalizowana kilka kilometrow od wsi, za zakolem rzeki Li. Moze pojdziemy na jakas lekcje, kto wie ;)
No comments:
Post a Comment